Posty

Tańc(z)uję

Obraz
Parę dni temu dostałam wiadomość. Konkretnie było to zaproszenie na uczelniany pokaz tańca. Niby nic takiego, niby zwykła uprzejmość, miły gest. Ale, jak zazwyczaj, okazało się czymś ważnym i zaskakującym. Taki żart codzienności, mrugnięcie okiem. Po trudnym dniu w pracy,   prawie spóźniona, doczłapałam na aulę Akademii Wychowania Fizycznego i zajęłam miejsce obok nieznajomego chłopaka. Pewnie kazała mi to zrobić ta towarzyska część mojej duszy, która nie chciała się alienować tylko dlatego, że kogoś nie poznała. Logiczne. No przecież…  A potem zgasło światło. Powinny zgasnąć też oczekiwania i wyobrażenia, ale one przybierały na sile. A jeszcze później wszyscy przenieśliśmy się w inną rzeczywistość. Nie chcę nic mówić, ale BYŁAM W DWÓCH MIEJSCACH RÓWNOCZEŚNIE… Jedni z nas obserwowali i czuli jak z każdą minutą nabierają ochoty do robienia rzeczy nieprzeciętnych, inni czekali z ekscytacją na występ bliskiej osoby, a inni tańczyli. Czegoś takiego jeszcze ni...

Kosz na klucze, czyli historia ponownego zaufania

Obraz
Zaufanie jest jak jezioro. Ma swoje granice, swoje brzegi. Wchodząc z kimś w relacje dostaję łódź, kajak, albo chociaż tratwę, żeby móc zapuścić się coraz głębiej na jego teren. Na początku poruszam się dzięki rękom, później, wraz z kolejną oznaką przyjaźni, mam już wiosła, jacht, statek, a nawet sprzęt do nurkowania w głębiny. Bo poznaję coraz bardziej prawdziwą twarz właściciela jeziora. Na wiosnę kwitną kwiaty, ryby biorą, ptaki ćwierkają. Latem woda koi spalone ciało. Jesienią otoczenie milknie, liście żółkną, czerwienieją, brązowieją, wiatr nuci melodie, a wszystko stanowi piękny obrazek jak z pocztówki. Zimą robi się trochę niebezpiecznie. Jezioro zamarza, wszystko okrywa biały puch. To sceneria idealna dla prawdy. Na śniegu nic się nie ukryje. Też mam swój teren prywatny z pokaźnym, naturalnym zbiornikiem pełnym wody. Zrobiłam niejedną kopię klucza do furtki umożliwiającej wstęp.  Zimowy chłód zmusza do poszukiwania prawdziwego ciepła. Usiadłam więc na środku w...

Ręczna Robota

Obraz
Są dwie i raczej zawsze działają razem. Kiedy jedna się zmęczy, druga przejmuje stery. Nie mają jakiegoś konkretnego przeznaczenia. Stanowią całość w poszczególnych częściach. Opowiedzieć ci o nich więcej? Mogą stworzyć zupełnie nowy początek. Wystarczy wyciągnąć jedną (zazwyczaj prawą, ale po co się ograniczać) w kierunku nieznajomego. Najczęściej to pierwszy kontakt fizyczny w relacji. Czasem trochę wymagający. Są z lekka oporne, ale z każdym następnym dniem trzeba je powstrzymywać, trzymać przy sobie – tak bardzo są ciekawe. Ich reakcja na bodźce połączona z kreatywnością sprawia, że „oswajają” nieznajomych poprzez oficjalny uścisk, luzackiego żółwika, silną grabę, skomplikowaną składankę piątek, albo delikatne machnięcie. Sposobów znają wiele. Na dyskotece stanowią integralną całość z resztą (wyobraź sobie taniec bez nich. Śmieszny widok!). Dokładnie demonstrują co czują. Od koniuszka powoli wylewają się emocje. Zaczynają falę. Ruch przechodzi na nadgarstek, na całe ...

Jak czujemy się z myślą, że kogoś nie będzie?

Obraz
   Spotyka człowiek człowieka. Obydwoje trochę samotni, trochę zamknięci, odrobinę zagubieni, choć dość zadowoleni. Niby całkiem podobni, a jednak zupełnie inni. Mijają i splatają się od dawna. Może mają co do siebie jakieś plany, ale codziennie głos ostrożności szepcze: „ później ”, „ nie dziś ”, „ będzie lepsza okazja ”. Czas biegnie. Miesiąc, rok, trzy lata. Nagle jedno znika. Otoczenie coś traci. Drugi człowiek zdaje sobie z tego sprawę dopiero dziś. Bez pożegnania, bez wyrażonej wdzięczności i bez zakończenia. No to wznoszę sprzeciw! Buntuję się przeciwko relacji umierającej śmiercią nagłą, bądź w powolnej agonii. Brak pożegnania prawdopodobnie wydaje się łatwiejszy, ale sądzę, że wówczas coś - kamień, wrzód, trujący bluszcz - przykleja się w niewidocznym zakątku serca i powoli rozrasta. Milimetr po milimetrze. Nieuporządkowane   sprawy zaczynają się piętrzyć i przygniatać. Jestem nie będąc. Trochę wszędzie, trochę nigdzie. N. powiedziała ostatnio, że po...

nieuSTANnie na walizkach

Obraz
Wydawało mi się, że jestem za gruba, bo przecież chudsze są. Wydawało mi się, że moja twarz nie może być uznana za piękną. Nie mieszczę się przecież w wyznaczonych kanonach. Jest tyle piękniejszych twarzy. Myślałam też, że jestem głupia, ponieważ nie rozumiem niektórych politycznych niuansów, zagrywek, albo nie posiadam zbytniej śmiałości, żeby wypowiedzieć swoje zdanie w każdym momencie. Dręczyły mnie wizje, że nie potrafię kochać, gdyż znów nie spełniłam czyichś wymagań, znów zostałam odrzucona. Uzależniałam swoje szczęście (i wciąż uzależniam) od innych. Ale zbyt często od niewłaściwych osób. Do czytania posłuchaj: https://www.youtube.com/watch?v=MPg0V7M1J9g Ktoś powiedział mi ostatnio, że jest szczerze przekonany, że mam wszystko, żeby być szczęśliwą. Te słowa wracają do mnie jak bumerang. Z taką twarzą, niewyrzeźbionym brzuchem? Z ciągle asystującą lawiną lęków? Z tak niskim intelektem? Hola, hola! Przesadzam, co? To też często sobie wmawiam. „Problemy, z ...

Wyznanie Wielkiej Miłości

Obraz
Czułeś się kiedyś jak zaszczute zwierzę, które nie wie gdzie ma się podziać, gdzie schronić, a co gorsza jaką decyzję podjąć? Utknąć w miejscu nie podejmując żadnych kroków, czy uciec boleśnie odczuwając każde stąpnięcie? Do czytania posłuchaj: https://www.youtube.com/watch?v=TfiYWaeAcRw W takim właśnie stanie byłam tamtego dnia. Opisany sposób percepcji otoczenia przysłaniał mi proste radości, rozpraszał podczas rozmów, wędrówki, a już w szczególności na modlitwie. Jestem osobą wierzącą. Dołączyłam więc do grupy pielgrzymkowej na Jasną Górę. Zdawać by się mogło, że w gronie znajomych, rodziny i innego rodzaju bliskich, to pogubione zwierzątko ciążące wewnątrz, nie powinno mieć prawa bytu. A jednak. Ale tamtego dnia coś się zmieniło. Po przejściu określonego odcinka szykowaliśmy się na nocleg. W małym, postojowym miasteczku nie każdy trafił do ciepłego pokoju w domu któregoś z mieszkańców. Niektórzy mieli więcej szczęścia! Razem z koleżanką i dwoma chłopakami (or...

Ładne kwiatki!

Obraz
  Sytuacji towarzyszyła piosenka: https://www.youtube.com/watch?v=EZvHZgii7XI   Wielki sukces! W końcu umówiłam się na wizytę lekarską. Namowy, a wręcz rozkazy rodziny i przyjaciół osiągnęły zamierzony cel. Od tygodnia coś skutecznie mnie rozkładało, ale wrodzona upartość i dziwna fobia hamowały głos rozsądku. Żadne mieszanki lecznicze nie przynosiły ukojenia, więc z czasem sama zaczęłam się delikatnie niepokoić. Prawie godzinę przed umówionym spotkaniem, cała sflaczała, wgramoliłam się na autobusowy pokład. Nie znajdując satysfakcjonującego wolnego miejsca postanowiłam wytrwać na własnych nogach wspomagana przez energetyczną muzykę. „Jakoś to będzie. Najpierw recepcja, a potem już z górki” – myślałam. Po chwili zwolniło się podwójne siedzenie tuż za kierowcą. Niemal bezmyślnie klapnęłam z poczuciem ulgi. Zwykle obserwuję mknącą rzeczywistość przez najbliższe okno, jednak tym razem tak ostry skręt szyjny mógłby okazać się zbyt bolesny. Zadowoliłam się więc p...